Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi krzychuprorok z miasteczka Rzeszów/Rymanów. Mam przejechane 52544.77 kilometrów w tym 120.80 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.60 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy krzychuprorok.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 77.15km
  • Czas 05:43
  • VAVG 13.50km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szatoszaroegyhegy Dzień 2

Poniedziałek, 3 kwietnia 2017 · dodano: 18.05.2017 | Komentarze 0

Palhaza – Kishuta – Kemencepatak – Kokapu – drogi leśne – Pengoko – drogi leśne – Regec Var – Haromhuta – Kozephuta – Ujhuta – drogi leśne –Kemencepatak – Kishuta – Bozsva – Nyiri – Fuzerkomlos – Filkehaza – Palhaza.

Nocleg dość sympatyczny. Między miejscowościami Bozsva a Telkibanya jest parking leśny. Są tam ławki, potok a po drugiej stronie źródło. Miejsce namierzone dzięki WuJekG Wiele lat temu przejeżdżałem tamtędy rowerem, ale miejsca nie pamiętałem. Tym razem spałem w hotelu na czterech kołach, bo w takich sytuacjach jest  wygodniej niż w namiocie. Rano pojechałem do Palhazy, skąd zacząłem pętelkę. Wpierw przez Kishutę do Kokapu. Jest tam jeziorko i hotel, dojechać też można kolejką wąskotorową z Palhazy, więc zapewne w letnie weekendy przewija się tam sporo ludzi. W kwietniowy poniedziałek było tam pusto.Do Kokapu był asfalt a potem szutrami i terenem pojechałem wgłąb Gór Tokajsko-Zemplińskich.





Wyjechałem na ponad 700 m a to już spora wysokość jak na tamtejsze warunki, pieszo wyskoczyłem też na szczyt Pengoko.



Później zjazd leśną drogą, gdzie miejscami widać było Regec.



Tak dojechałem do asfaltu, gdzie miałem kolejny podjazd, po niedługim czasie zostawiłem asfalt a potem nawet rower bo było dość stromo. Pieszo wygrzebałem się na wzniesienie z zamkiem Regec. Przejeżdżałem już tamtędy kiedyś  z pełnym usakwieniem i  zamek sobie odpuściłem. Teraz nie mogłem sobie podarować. Regec to jedyny z trzech zamków w okolicy, na którym jeszcze nie byłem. Trwa odbudowa, jeszcze kilka lat temu to była tylko ruina.






Widok z zamku w stronę Satoraljaujhely.

Z Regeca z podjazdem za Ujhutą dotarłem z powrotem do Kishuty bardzo fajną dróżką.




Do auta było już blisko ale czasu jeszcze sporo więc pojechałem na północ w kierunku zamku Fuzer.




Jak przez cały dzień było bardzo ciepło to po południu pochmurzyło się i wzmógł się mocny wiatr. Zacząłem obawiać się deszczu, więc  wróciłem do Palhazy. Na koniec fotka ścieżki rowerowej. Wykonanie dobre, choć barierki moim zdaniem nie potrzebne. Sporo ścieżek na Węgrzech nie ma aż takiej dobrej nawierzchni i wtedy jest dylemat czy taką ścieżką jechać, czy zaraz obok drogą, na której co kawałek jest znak zakazu jazdy rowerem.







  • DST 105.70km
  • Czas 07:00
  • VAVG 15.10km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szatoszaroegyhegy Dzień 1

Niedziela, 2 kwietnia 2017 · dodano: 18.05.2017 | Komentarze 0

Satoraljaujhely – Magyas Hegy – Kalvarija – Satoraljaujhely – Sarospatak – wał Bodrogu – Viss – Kenezlo – Gyorgytarlo – Dorkotanya – Hathaz – Paterhomok – Sarospatak – Karolyfalva – Rudabanyacska – Satoraljaujhely.


Od iluś lat marzę, żeby początkiem wiosny pojechać gdzieś pojeździć tam gdzie jest cieplej bo u nas "kwiecień plaecień" - wiadomo. Niestety jak zwykle z powodu dwóch podstawowych czynników taki wyjazd pozostaje w sferze marzeń. Realne za to są takie północne Węgry. Dość blisko, temperatura bywa o 2-3 stopnie wyższa, także jak u nas będzie ładnie to tam jeszcze lepiej.
Początek kwietnia, na Podkarpaciu uderzenie wiosny, mam 3 dni do zagospodarowania, po długich namysłach jak to u mnie decyduję się pojechać na Węgry. Tereny mi trochę znane, bo już nie raz przejeżdżałem tamtędy rowerem i samochodem. Po prostu podoba mi się tam.
Wystartowałem z parkingu pod wyciągiem w Satoraljaujhely i pojechałem na miasto. Mimo niedzieli i wczesnej pory (około ósmej) na rynku grzebali robotnicy i działał targ.





Zazwyczaj przez Satoraljaujhely  przejeżdżałem z północy na południe lub odwrotnie, teraz chciałem zobaczyć coś innego i pojechałem w stronę górującej nad miastem Magas-hegy, na którą prowadzi wyciąg krzesełkowy. Podczas podjazdu zauważyłem, że z przeciwległej strony do krzesełka, na górę prowadzi kolejka linowa, to się lekko zdziwiłem, bo takich rzeczy na Węgrzech nie widziałem.




Dość sympatyczną dróżką na sam szczyt nie da się dojechać, zostaje ścieżka. Oj, spociłem się przy wypychaniu roweru, zdjęcie wypłaszcza a było tam miejscami dość stromo. Nie trafiłem na górze na rozległe widoki, choć dość górsko się zrobiło jak na Węgry. Jacyś turyści na górze byli, oczywiście wyjechali. Z tablicy można się doweidzieć, że kolejka linowa prowadzi z Szarhegy (322) na Magas-hegy (503). Ma 1036 m długości i jest najwyżej 152m nad ziemią.






Z Magas-hegy chyba więcej prowadząc udałem się na Szarhegy a jest tam Magyar-Kalvarja. Nie jest to jednak znana nam z Polski kalwaria. Nie ma stacji drogi krzyżowej a są pomniki z tablicami na których są nazwy wybranych miast i krótkie opisy. Co to wszystko znaczy, to nie wiem, przewodnika po Węgrzech nie mam, trzeba poszukać na necie. Przy zjeździe dobrze widać Satoraljaujhely.








Potem uderzyłem na znany z basenów Sarospatak. Jest tam też zamek.







Miasto leży nad rzeką Bodrog, można przejechać się wałem przeciwpowodziowym.





Niestety nie udało mi się przedostać na drugą stronę rzeki, bo most oznaczony na mapie nie nadawał się do przeprawy, był nieczynny, nie odważyłbym się nawet bez roweru. Pojechałem dalej na południe, zahaczając o starorzecze Bodrogu i dojechałem aż do Cisy. Tam też kawałek wałem i udało mi się sfotografować bociana czarnego. Na przepłynięcie promem do Balsy i powrót przez Tokaj nie miałem już tyle czasu, więc pomęczyłem się przez nudne wioski i kiepskie asfalty z powrotem do Sarospataku.










Na koniec trochę okrężną drogą przez wioskę Rudabanyacska dotarłem do Satoraljaujhely. To była udana wycieczka.







  • DST 14.28km
  • Czas 00:43
  • VAVG 19.93km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

U teściów

Sobota, 1 kwietnia 2017 · dodano: 01.04.2017 | Komentarze 0

Korczyna - Biecz - Libusza - Korczyna.


Spalony w tamtym roku drewniany kościół w Libuszy.




  • DST 13.13km
  • Czas 00:41
  • VAVG 19.21km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

U teściów

Piątek, 31 marca 2017 · dodano: 01.04.2017 | Komentarze 0

Korczyna - Biecz - Korczyna - Wójtowa Gawrony - Korczyna.




  • DST 14.42km
  • Czas 01:02
  • VAVG 13.95km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście

Środa, 29 marca 2017 · dodano: 29.03.2017 | Komentarze 0




  • DST 15.80km
  • Czas 00:59
  • VAVG 16.07km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście

Wtorek, 28 marca 2017 · dodano: 29.03.2017 | Komentarze 0

Po pracy, po 18tej pojechałem do Rojaxu a tu zonk bo sklep też do 18tej a jeszcze nie dawno na necie czytałem, że czynne do 19tej. Po drodze widziałem dwie ciekawostki. Pierwsza to rower chopper, harley czy jak to się tam zwie. Facet ledwo na tym się toczył. Potem był jakiś koleś na facie, który już żwawiej się poruszał. Domyślam się, że w wymagającym terenie może być na tym frajda, ale na ścieżce rowerowej w Rzeszowie. Toż to chyba męka. Może ludzie lubią się umartwiać a może to moda a ja jestem jakiś zacofany...




  • DST 83.38km
  • Czas 04:29
  • VAVG 18.60km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lasy Sieniawskie

Środa, 22 marca 2017 · dodano: 08.04.2017 | Komentarze 0

Sieniawa – Czerce – Dobra – drogi leśne – Cewków – drogi leśne – Mołodycz – Radawa – drogi leśne – DW867 – drogi leśne – DW835 – Sieniawa.


Głównie drogami leśnymi i lokalnymi. Wyjątek stanowiła końcówka, gdzie w deszczu,  drogą wojewódzką o kiepskiej nawierzchni, z dużym ruchem ciężarówek jechałem do Sieniawy. Przejechałem przez Cewków. Dlaczego o tym pisze? Nic tam ciekawego nie ma, ale jam wspomnienia z tym miejscem. 10 lat temu byłem na wycieczce na Roztoczu, w lecie. Było gorąco i nie wziąłem namiotu, bo przecież można pod chmurką. Z trudem trochę pospałem dręczony przez komary, nie dało się tak i nie miałem więcej siły na tego typu zabawy. Na kolejną noc chciałem znaleźć nocleg, wypadło to gdzieś na Cewków. Pytałem o agroturystyke, nigdzie nie było. Jeden facet mówi: "Panie! na plebanii pytaj, tam my robili kilka pokoi i łazienek" Znalazłem więc plebanie, zadzwoniłem otworzył ksiądz, zapytałem i usłyszałem: "nie ma takiej możliwości". Pozostała mi więc kolejna noc pod chmurką, ale gdy już umaściłem sobie miejsca do spania, tak zaatakowały mnie komary, że w podskokach zebrałem się i popędziłem do pierwszej chałupy ze stodołą. Na moja prośbę kobieta odparła: "Panie! boję się, że zapali Pan papierosa i sfajczy mi dobytek" Na szczęście przekonałem ją, że ja nie palę, i chcę się gdzieś podziać do rana, bo na zewnątrz bez namiotu się nie da. Tej nocy również wiele nie pospałem bo zaraz obok tłukł się pies na łańcuchu, ale przynajmniej komary nie żarły...











  • DST 14.74km
  • Czas 00:54
  • VAVG 16.38km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście

Piątek, 17 marca 2017 · dodano: 19.03.2017 | Komentarze 0




  • DST 12.11km
  • Czas 00:42
  • VAVG 17.30km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście

Czwartek, 16 marca 2017 · dodano: 19.03.2017 | Komentarze 0




  • DST 25.78km
  • Czas 01:24
  • VAVG 18.41km/h
  • Sprzęt Giant X-Sport 3.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Taki sobie poniedziałek

Poniedziałek, 13 marca 2017 · dodano: 23.03.2017 | Komentarze 0

Rzeszów Iwonicka – Aleje – Warszawska – Miłocin – Rudna Wielka – Mrowla – Rudna Wielka – Dworzysko – Przybyszówka – Iwonicka.

Dzięki połączeniu strefy Dworzysko z Rudną Wielką z ulicy Krakowskiej do Rudnej można przejechać cały czas asfaltem.